Kategoria: Ogólne

  • SZKOLENIA MOTOROWODNE MAŁOPOLSKA – TĘGOBORZE – JEZ.ROŻNOWSKIE

    SZKOLENIA MOTOROWODNE MAŁOPOLSKA – TĘGOBORZE – JEZ.ROŻNOWSKIE

    Ośrodek Szkolenia „Wodnik” w Tęgoborzy, organizuje cykliczne profesjonalne kursy na stopnie motorowodne: sternika, starszego sternika oraz licencje na holowanie narciarza wodnego i innych obiektów pływających, licencje na holowanie obiektów latających. Zajęcia teoretyczne odbywają się na terenie Stanicy Wodnej w Tęgoborzy (dawny ośrodek Klubu „Start”).

    Zajęcia praktyczne – pływania i egzaminy kompetencyjne odbywają się na Jeziorze Rożnowskim.

    Zajęcia praktyczne (pływania szkoleniowe i doszkalające) odbywają się na łodziach z napędem zaburtowym o sterowaniu rumplem oraz na łodzi motorowej ze sterowaniem teleflex i manetka.  Na wyższe patenty (starszy sternik motorowodny) dodatkowo szkolenia uzupełniane są zajęciami na skuterach wodnych o mocy powyżej 100KM.

    Bliższe informacje o terminach, warunkach u organizatora szkoleń
    tel.692-055-436 lub 519-187-732

  • SZKOLENIA ŻEGLARSKIE I MOTOROWODNE – KRAKÓW – MAŁOPOLSKA 2010

    SZKOLENIA ŻEGLARSKIE I MOTOROWODNE – KRAKÓW – MAŁOPOLSKA 2010

    Informujemy przyszłych i obecnych żeglarzy i motorowodniaków, że od 25 marca 2010 roku rozpoczynamy zajęcia teoretyczne w szkoleniu żeglarskim o profilu podstawowym czyli na patent żeglarza jachtowego.

    Jednocześnie prowadzimy zapisy na kurs motorowodny na patent sternika motorowodnego.  Przewidywalny termin rozpoczęcia kursu to kwiecień 2010 roku. Planujemy również przeprowadzenia szkoleń na:

    • Starszego Sternika Motorowodnego oraz
    • Sternika Jachtowego

    Termin rozpoczęcia zajęć uzależniony jest od ilości chętnych.

    Miejsce prowadzenia zajęć:
    Teren AZS AWF Kraków – nad Zalewem Bagry w Płaszowie.

    Harmonogram spotkań będzie ustalany wraz z uczestnikami kursu, tak aby nie kolidował z zajęciami zawodowymi i szkolnymi.

    W sprawie uzyskania dodatkowych informacji prosimy o kontakt:
    tel.(514) 940-490
      lub mailowy:  adam0213@op.pl

  • NABÓR DO SEKCJI MOTOROWODNEJ W KLASIE JT-250

    NABÓR DO SEKCJI MOTOROWODNEJ W KLASIE JT-250

    Nowosądecki Klub Motorowodny ogłasza nabór chętnych do uprawiania sportów motorowodnych w klasie JT-250 Poszukujemy dziewcząt i chłopców którzy ukończyli 12 lat i interesują się sportami wodnymi. Warunkiem przyjęcia, jest zgoda i czynne zaangażowanie przynajmniej jednego z rodziców.

    Sport motorowodny w młodzieżowej klasie JT-250  jest bardzo elitarną dyscypliną, pozwalającą na nietuzinkowe spędzanie wolnego czasu i rozpoczęcie przygody z motorowodniactwem. Gwarantujemy niezapomniane wrażenia a dla najzdolniejszych możliwość startowania w zawodach regionalnych, wojewódzkich,  ogólnopolskich jak i międzynarodowych.

    Treningi sekcji oraz zajęcia dydaktyczne, odbywają się głównie w Tęgoborzy nad Jeziorem Rożnowskim, tak więc prosimy o uwzględnienie tego faktu, biorąc pod uwagę możliwości dowozowe swoich pociech…

    Dodatkowe informacje i zgłoszenia:  tel. 696 495 295

    poniżej krótki filmik z wyścigami w klasie JT-250 organizowanymi przez Nowosądecki Klub Motorowodny…

  • WYPOŻYCZALNIA SKUTERÓW WODNYCH NAD JEZIOREM ROŻNOWSKIM W TĘGOBORZY

    WYPOŻYCZALNIA SKUTERÓW WODNYCH NAD JEZIOREM ROŻNOWSKIM W TĘGOBORZY

    Miło nam przekazać informację, że nad Jeziorem Rożnowskim pojawiła się kolejna atrakcja dla miłośników sportów motorowodnych.

    W Tęgoborzy można od sierpnia 2009 roku, wypożyczać skutery wodne i małe łodzie motorowe. Wypożyczalnia mieści się na terenie przystani Nowosądeckiego Klubu Motorowodnego w Tęgoborzy.

    Do dyspozycji są na dzień dzisiejszy dwa skutery o mocy ponad 130KM. Do prowadzenia tych jednostek, niezbędny jest patent starszego sternika motorowodnego. W sprawach szczegółowych należy się kontaktować  z biurem wypożyczalni: tel.(511) 760-515

    Życzymy miłej zabawy…..

  • ZŁOTY JUBILEUSZ MAGAZYNU SPORTÓW WODNYCH „ŻAGLE”

    ZŁOTY JUBILEUSZ MAGAZYNU SPORTÓW WODNYCH „ŻAGLE”

    Magazyn „Żagle” kończy w tym roku 50 lat. O złotym jubileuszu przypominają wszystkie tegoroczne numery pisma, opatrzone specjalnie zaprojektowanym logo. W publikowanych co miesiąc rocznicowych artykułach, redakcja opisuje historię czasopisma oraz przedstawia sylwetki osób, których praca, pasja i poświęcenie zbudowały tożsamość „Żagli” i pozwoliły im przetrwać do dzisiaj. O swoim przywiązaniu do pisma opowiadają znani i popularni, m.in. Mateusz Kusznierewicz, Roman Paszke, Kazimierz Kaczor. Obchody jubileuszu zaplanowano w najbliższą sobotę 8 sierpnia br. w Gdyni, podczas targów Wiatr i Woda. Po raz pierwszy poza Warszawą, redakcja „Żagli” przyzna doroczne nagrody im. Leonida Teligi. W tej, już 38., edycji „nagród Teligi” dodatkowo zostaną uhonorowane osoby szczególnie zasłużone dla magazynu oraz obecni pracownicy redakcji.

    Znani o „Żaglach”:
    Leszek Błaszczyk – zm. w 2008 roku, przez 25 lat (1965 – 1990) sprawował funkcję redaktora naczelnego „Żagli”. Wielki pasjonat żeglarstwa i wszelkich sportów wodnych. Był inicjatorem wielu akcji popularyzujących żeglarstwo, pionierem windsurfingu w Polsce, autorem setek reportaży i felietonów.

    „Żagle”: Co poczytujesz sobie za największy sukces „Żagli”?
    Leszek Błaszczyk: Sukcesów było wiele, ale niewątpliwie największym był – choć masowy – to jednak poradniczy charakter pisma o wysokim poziomie merytorycznym. Potrafiliśmy dotrzeć do bardzo szerokich kręgów żeglarzy, ale jednocześnie być niezależnym głosem środowiska w czasach niesprzyjających tej niezależności.

    Lokal redakcji był miejscem spotkań zarówno żeglarskiej elity, jak i czymś w rodzaju klubu, do którego mógł praktycznie przyjść każdy żeglarz ze swoimi problemami. Nie ułatwiało to bieżącej pracy, ale stwarzało niepowtarzalną atmosferę, nieosiągalną w dzisiejszych czasach w lokalu z przepustkami, ochroniarzami itp. Sukcesem była siła oddziaływania pisma. Na przykład mało kto pamięta, że to z inicjatywy „Żagli” powstała w  Polsce Komisja Windsurfingu, że wprowadzenie reflektorów radarowych na polskie jachty czy budowa pomostów w gdyńskim basenie żeglarskim z okazji „Operacji Żagiel 1974” i wiele innych pożytecznych przedsięwzięć nastąpiło w następstwie artykułów zamieszczanych w „Żaglach”. Dużym osiągnięciem była wychowawcza rola „Żagli”, zwłaszcza w stosunku do młodzieży. W zamieszczanej przez wiele lat rubryce mego pióra „Głos sternika” starałem się poruszać najistotniejsze, aktualne, palące problemy żeglarzy, sygnalizowane przez nich w bardzo licznych listach i telefonach do redakcji. Zawsze uważałem, że jeśli kolejny numer „Żagli” nie wywołał lawiny korespondencji, również krytycznej, to numer nie był udany. Dużym osiągnięciem była też nasza umiejętność pokazania wielokulturowych wątków żeglarstwa jako „sposobu na życie”. Mająca już kilkudziesięcioletnią tradycję Nagroda im. Teligi promująca żeglarską twórczość też jest przecież naszym ogromnym sukcesem.

    Fragment wywiadu z 2008 roku

    Mateusz Kusznierewicz – mistrz olimpijski i wielokrotny mistrz świata i Europy
    Moja przygoda z żeglarstwem zaczęła się w 1982 r. na przystani jachtowej w Giżycku. Tata opowiadał mi, że pierwszą łódką, na której pływałem, był jacht klasy Kos. Dwa lata później rodzice zapisali mnie na obóz żeglarski organizowany przez Yacht Klub Polski Warszawa nad Zalewem Zegrzyńskim. Miałem wtedy dziewięć lat. O żeglarstwie wiedziałem niewiele. Skupiałem swoją uwagę na fajnej atmosferze, frajdzie pływania po Zalewie, grach i zabawach. Nie wiedziałem nic o igrzyskach olimpijskich ani o historii polskiego żeglarstwa. Na tym pierwszym obozie usłyszałem nazwisko: Kania… Był to mój pierwszy idol, bo nasz trener śp. Leszek Pawlik powiedział nam, że to mistrz świata i żegluje często nad Zalewem Zegrzyńskim. Chciałem za wszelką cenę dowiedzieć się więcej i poprosiłem tatę, żeby mi coś opowiedział. Nie mogliśmy wtedy wygooglować tych informacji, bo nie było wtedy jeszcze Internetu. Pamiętam, że tata kupił mi miesięcznik „Żagle”. W poszukiwaniu informacji przeczytałem je wtedy od deski do deski, ale niestety nie było w nich nic o Zbyszku Kani. Prawda jest taka, że był to jeden z niewielu egzemplarzy „Żagli”, który przeczytałem w całości. Dlaczego? Bo wkrótce wyspecjalizowałem się w żeglarstwie regatowym i takich treści szukałem w „Żaglach”.

    W 1999 r. na prośbę redaktora naczelnego Waldka Heflicha zacząłem pisać do „Żagli”. Przez pięć lat relacjonowałem swoje zmagania w klasie Finn. Od 2005 r. piszę o żeglowaniu na Starze z Dominikiem Życkim w cyklu artykułów „Star – reaktywacja”. Cieszę się, że należę do zespołu „Żagli”. Gratuluję im 50-lecia i życzę pomyślnych wiatrów na kolejne pół wieku!

    Roman Paszke – wybitny żeglarz regatowy
    Pierwszy raz zobaczyłem „Żagle” na przystani w Starej Twierdzy Wisłoujście. Szary papier, kilka stron, zdjęcia jak w starym kinie… Wtedy to jednak był jedyny kontakt z żeglarskim światem. Można było dowiedzieć się, co słychać w porcie rybackim w Pucku i o regatach o Puchar Gryfa Pomorskiego. W Sopocie – w „Non-Stopie” grali Niebiesko Czarni, Czesław Niemen, Polanie, a na koncerty Animalsów biegaliśmy do Hali Stoczni. Było także molo, do którego nie można było dobijać… Z „Żagli” dowiedziałem się o szczegółach największej tragedii w dziejach regat – Fastnet Race 1979. Byłem ich uczestnikiem, ale nie zdawałem sobie sprawy, że to był najtragiczniejszy wyścig w dziejach żeglarstwa. Dzięki regulacjom bezpieczeństwa wprowadzonym potem przez RORC uniknięto wielu problemów, a Sydney – Hobart 1998 może dlatego nie był aż tak tragiczny…

    „Żagle” były zawsze: kiedy płaciliśmy frycowe na „Gemini”, pierwsze zwycięstwo, a niestrudzony Waldek (obecny naczelny) z Leonem (Popielarzem) ganiali za nami motorówkami i kręcili filmy. Zdjęcia Waldka to nasza historia. Później, na „MK Cafe”, z nami przeżywał drogę do sukcesu.

    „Żagle” kojarzą mi się też z czasem organizowania The Race. W redakcji znajdowałem wsparcie, a Krzysztof Siemieński, wtedy naczelny, zawsze – kiedy ogarniało mnie zwątpienie, czy uda się zebrać tak ogromne środki – mówił mi, bym „nie siał defetyzmu”. „Siemionowi”, który do dzisiaj jest mi przyjacielem, moja załoga i ja zawdzięczamy, że doszło do startu w tych regatach. Mam w Warszawie stałe miejsca pobytu. Tam wśród przyjaciół zawsze gdzieś na stole leżą „Żagle”. Teraz chciałbym, by popłynęły ze mną w następny rejs dookoła świata.

    Tomasz Holz – wiceprezydent Międzynarodowej Federacji Żeglarskiej ISAF
    Rok 1960. Pierwsze kroki w magicznym świecie żagli. Żeglowanie wówczas jedynie na Wiśle. Masa czasu spędzana w SWOS-ie i historie wielkich rejsów, sławnych żeglarzy! „Żagle” pojawiły się razem ze Stefanem Wysockim, świetnym gawędziarzem. Były kopalnią fascynujących opowieści i skarbnicą wiedzy, tak trudno w tamtych czasach dostępnej. Pamiętam artykuły Czesława Marchaja traktujące o teorii żeglowania, które chłonąłem, niewiele z nich rozumiejąc… Redaktora naczelnego Leszka Błaszczyka poznałem później. To on  wspaniali ludzie, których wokół siebie, a raczej wokół „Żagli” zgromadził, byli twórcami sukcesu, jakim niewątpliwie stał się wtedy ten miesięcznik. Od tamtych czasów nie rozstaję się z „Żaglami”! Zawsze było w nich coś świeżego, pomimo mojego bezpośredniego udziału w światowych wydarzeniach żeglarskich i upływu czasu. Kroniki wspaniałych rejsów – Teliga, Baranowski; regaty Whitebread i Zyga Perlicki, Admiral’s Cup i Romek Paszke, żeglarstwo lodowe i Karol Jabłoński – by wymienić tylko niektórych… A potem ogromnie byłem dumny, znajdując w „Żaglach” opisy moich startów w różnych zakątkach świata. To próżność, wiem, ale miło. Dzisiaj cieszę się, znajdując kroniki startów naszych najlepszych, których karierom „Żagle” towarzyszyły. Nasi sławni – Cebula, Pont, Zocha, a z nimi Kowal, Andy… Gdzie można by znaleźć bogatsze zasoby wiedzy o żeglarstwie w jego różnych postaciach, o związanych z nim ludziach, o nowinkach technicznych w przekroju ostatniego półwiecza?! Brawo „Żagle”! I tylko tak dalej przez kolejne lat pięćdziesiąt!

    Kazimierz Kaczor – aktor
    Wiele lat temu tylko kilka kiosków „Ruchu” dostawało w Krakowie „Żagle”. Te wystane, wyczekiwane „Żagle” to, obok „Dookoła Świata”, najcenniejsze moje lektury tamtych lat. „Żagle” opowiadały o dalekich rejsach, np. Teligi, o Ludku Mączce, o Krzysztofie Baranowskim i Kubie Jaworskim, rozpalając moją wyobraźnię i przekonanie, że i ja mogę tam popłynąć – no bo skoro im się udało, to… Były kopalnią wiadomości z zakresu teorii żeglowania, czyli jak tu „…ułożyć grota, by współpracował z fokiem” – teraz to może i śmieszne, ale wtedy to odkrywanie nowych lądów – przynajmniej dla mnie. A porady doświadczonych żeglarzy, jak przedłużyć żywot drewnianej łódki (innych wtedy nie było), co to jest laminat, czy można np. omegę pomalować lakierem olejnym – to były porady z gatunku „być albo nie być”. Opisy nowego osprzętu żeglarskiego, którego nie mogliśmy co prawda mieć, ale wiedzieliśmy, jak wygląda i czemu służy. Nowe projekty łódek – takich „zrób to sam”, no, może z pomocą doświadczonego kolegi… Pisali Marchaj, Tobis, Workert, Głowacki, Pieśniewski, Milewski… I mój ulubiony „Głos sternika” – felieton przypominający, iż istnieją, przynajmniej w naszym światku żeglarskim, niepisane prawa dobrych obyczajów, podpowiadający, jak się zachowywać na wodzie i na biwaku, co to etyka żeglarska, głos (jak się dowiedziałem naczelnego Leszka Błaszczyka) podpowiadający, czym jest kultura osobista, umiejętność współżycia… Czy nie jest to nam i dziś potrzebne?

    „Żagle” od dobrych kilku lat mamy na europejskim poziomie, kolorowe, różnorodne tematycznie, czartery – krajowe i zagraniczne, przewodniki i opisy tras, nic tylko życzyć, by się dalej rozwijały przez następnych 50 lat!

    Asia Pajkowska – słynna polska żeglaraka
    „Żagle” po raz pierwszy czytałam jako bardzo mała dziewczynka, a miałam wtedy pięć lat. No, może nie czytałam, a raczej oglądałam obrazki, ale może właśnie te zdjęcia mnie zainspirowały… Moi rodzice mieli wówczas małą żaglówkę. Co roku na początku sezonu przeprowadzali naszego Motyla z Warszawy nad Zalew Zegrzyński. Żegluga odbywała się na holu Kanałem Żerańskim. Tamtego roku dorośli mieli jakąś huczną imprezę i ja musiałam sama sterować na całej trasie. Było to dość nudne – sterować za holownikiem… A na pokładzie leżały jakieś „Żagle”, więc chwyciłam za porzucony magazyn. Wciągnęło mnie i… Może tak to się zaczęło? Potem wielokrotnie miałam przyjemność współpracować z „Żaglami” i zaprzyjaźnić się ze wspaniałymi ludźmi, tworzącymi ten magazyn żeglarski. Ostatnio podczas swojego samotnego rejsu non stop dookoła świata nie miałam okazji czytać magazynu, ale mogłam za to wysyłać do redakcji króciutkie relacje. Kiedy wróciłam po mniej więcej dziesięciu miesiącach do Polski, zaraz rzuciłam się do lektury numerów z okresu mojej nieobecności. I jak zawsze – czytając „Żagle”, zapominam, co ważniejszego od czytania powinnam zrobić… Właściwie to osobiście wolę czytać „Żagle”, niż do nich pisać – mam dla redakcji napisać parę obiecanych tekstów z mojego samotnego rejsu, ale – zamiast zabrać się do pisania – zabieram się do czytania kolejnych zaległych numerów…Z okazji jubileuszu pozdrawiam serdecznie Redakcję i Czytelników!

  • MOTORÓWKA NA ADRIATYK – TRUDNY WYBÓR OPTYMALNEJ ŁODZI MOTOROWEJ…

    MOTORÓWKA NA ADRIATYK – TRUDNY WYBÓR OPTYMALNEJ ŁODZI MOTOROWEJ…

    Powoli zbliża się sezon urlopowy i wielu z naszych internautów zadaje nam pytania: – jaką łódkę motorową wybrać nad Adriatyk ? O ile pytanie wydaje się być proste, to odpowiedż na nie, jest niestety bardziej złożona.  W najbliższym czasie spróbujemy Wam pomóc w dokonaniu odpowiedniego wyboru, udzielić praktycznych rad dla motorowodniaków wybierających się pierwszy raz z własną łodzią nad piękny Adriatyk…..zapraszamy niebawem

  • PATENTY MOTOROWODNE PZMWINW – WPISANE NA LISTĘ MINISTERSTWA MORZA W CRO

    PATENTY MOTOROWODNE PZMWINW – WPISANE NA LISTĘ MINISTERSTWA MORZA W CRO

    Patenty motorowodne PZMWiNW uznawane w Chorwacji. Przekazujemy dalej dobrą wiadomość. Patenty Polskiego Związku Motorowodnego zostały wpisane na oficjalną listę Ministerstwa Morza w Chorwacji. Tę wiadomość przeczytaliśmy na stronie Związku. Informację przekazujemy z lekkim opóźnieniem, ze względu na sezon urlopowy 🙂

    W związku z powyższym radzimy wydrukować oficjalny dokument potwierdzający ten fakt i w razie jakichkolwiek problemów okazać go w odpowiednim urzędzie. Poniżej link do dokumentu:

    Link do dokumentu

    Dzięki dość szybkiej interwencji PZMWiNW poprzez Ambasadę Polską w Zagrzebiu, błyskawicznie, jak na Polskie warunki został problem rozwiązany.

    Miło nam przekazać tę informację wszystkim motorowodniakom wybierającym się nad piękny Adriatyk i podziękować wszystkim którzy się przyczynili do pozytywnego załatwienia problemu.

    Stopy wody pod kilem 🙂

  • POLSKI PODRÓŻNIK AREK PAWEŁEK OPŁYNAŁ PRZYLĄDEK HORN

    POLSKI PODRÓŻNIK AREK PAWEŁEK OPŁYNAŁ PRZYLĄDEK HORN

    Polski podróznik i „łowca przygód” Arkadiusz Pawełek, z powodzeniem opłynął przylądek Horn. Jako pierwszy i jedyny człowiek na świecie dokonał tego wyczynu na otwartopokladowym RIB-ie ONYX……

    Kadłub posiada 2 zbiorniki paliwa pozwalające uzyskać autonomię 1000Mm….

    Z pierwszych informacji, które przekazał do Polski wynika, ze miał duże trudności na trasie. Ze względu na pogodę dwa razy podchodził do obejścia przylądka leżącego na samym końcu Ameryki Południowej. „Jest wykończony, ale szczęśliwy” – relacjonowali rozmawiający z nim współpracownicy.

    Podróżnik wrócił już do chilijskiego Puerto Wiliams, skąd w piątek wieczorem wyruszył na drugi etap swej wyprawy Akuna Horn Expedition. Pawełek do piątku czekał w Puerto Wiliams na poprawę pogody.

    arek pawelek rib1Pawełek przepłynął na początku ubiegłego tygodnia z Punta Arenas nad Cieśniną Magellana do Puerto Wiliams na wyspie Navarino. Zaraz po dotarciu do portu na wyspie dostał zgodę na wypłynięcie na Horn, ale pogoda zmieniła się i musiał pozostać w porcie.

    Akwen wokół przylądka to jeden z najtrudniejszych pogodowo rejonów na świecie. Ze względu na bardzo silne wiatry żegluga odkrytą łodzią, nawet w okresie letnim, jest niezwykle ciężka.

    Podróżnik pokonał Horn motorowym pontonem Onyx. Ma on 6,7 m długości i został wyprodukowany w roku 1986. Pawełek kupił go w Anglii i dostosował do ekstremalnych warunków samotnej żeglugi. Łódź jest wyposażona w silnik diesla o mocy 140 KM, co pozwala osiągnąć maksymalną prędkość 50 km/h. Specjalnie dla potrzeb wyprawy wyprodukowany został autopilot kierowany systemem satelitarnym GPS, ponton ma też system pozwalający postawić go w normalnej pozycji w razie wywrotki.

    Z lądu Pawełka „ubezpieczał” Wojciech Brzeziński, jadący terenowym Land Roverem.

    Pawełek o opłynięciu Hornu myślał od wielu lat. W 1998 roku na ożaglowanym pontonie „Cena Strachu” przepłynął samotnie Atlantyk. Podróżnik mieszka obecnie w Świętochłowicach…  życzymy powodzenia i jeszcze wielu ciekawych projektów 🙂

  • PRZYCZEPA PODŁODZIOWA – ROBIC CZY TEŻ KUPIC NOWĄ?

    PRZYCZEPA PODŁODZIOWA – ROBIC CZY TEŻ KUPIC NOWĄ?

    Przyczepa pod-łodziowa – jaka ? Jednoosiowa czy wieloosiowa (kupować gotową czy też robić samemu.) Każdy użytkownik posiadający własną jednostkę, wcześniej czy później zada sobie to pytanie.

    Na własnym przykładzie postaramy się Wam doradzić i przedstawić argumenty za i przeciw proponowanym rozwiązaniom.

    Po pierwsze zanim wybierzecie opcję zakupu przyczepy pod-łodziowej, należy wiedzieć do czego będzie nam ona służyła. Oczywiście odpowiedz znamy – do przewozu łodzi. Ale…..jest wiele uwarunkowań pośrednich, które powinniśmy znać, aby dokonać odpowiedniego (dobrego wyboru).

    Mariah 1

    Jakiego rodzaju jest to łódka:

    • łódż motorowa kabinowa
    • motorówka sportowa
    • łódż żaglowa z kabiną, czy też otkrytopokładowa
    • łódz żaglowa kilowa czy też do pływania po śródlądziu
    • jaka jest waga i wymiary naszej jednostki

    Ostatnie pytanie: czym będziemy ją ciągnąc, jakie jest DMC naszego pojazdu i jakie posiadamy uprawnienia (prawo jazdy) ? Musimy pamiętać o DMC zestawu (przyczepa i holownik) nie przekraczającym
    masy dopuszczalnej 3500 kg możemy holować z kat. „B”. Ważne jest również, aby masa przyczepy nie przekroczyła DMC samochodu ciągnącego (założenie, że przyczepa posiada hamulec najazdowy). Bez hamulca najazdowego, możemy ciągnąc przyczepę lekką o max. DMC 750kg.

    Jeżeli łódż jest lekka, bez kabiny to najprawdopodobniej powinna nam wystarczyć przyczepa lekka. W przypadku gdy posiadamy trochę większą jednostkę o wadze brutto powyżej 500kg, to niestety przyczepa lekka nie przejdzie i przy pierwszej poważniejszej kontroli będą problemy…. Tak więc pamiętajmy, że powoli kończą się czasy gdy holowaliście 8m jacht na przyczepce Niewiadów 450…odradzamy !!!

    Najprostrzym wyjściem jest zakup gotowej przyczepy, najlepiej dopasowanej do łodzi. Kupując taki zestaw mamy gwarancję na powłoki cynkowane konstrukcji, podzespoły jezdne, dealer przystosowuje przyczepę pod nasze wymagania (łódkę). Niestety, jak zawsze wyjście najprostsze (najwygodniejsze), jest zazwyczaj najdroższe. Oczywiście, są osoby które powiedzą: jeżeli stac mnie na łódż to również powinno mnie byc stac na dobrą przyczepę pod-łodziową – tak i my się z tym zgadzamy. Ale nie zawsze przyczepa fabryczna – standardowa, jest najlepsza dla naszej łodzi.

    pasja 800_na przyczepie

    Przyczepa pod-łodziowa musi być dokładnie dopasowana do kształtu kadłuba, podpory powinny się zgrywac ze wzmocnieniami konstrukcyjnymi łodzi. Platforma przyczepy powinna byc tak dostosowana, aby kadłub łodzi był zamocowany jak najniżej w stosunku do przyczepy. Tak przymocowana łódka ma niżej położony środek ciężkości, co ma bardzo duży wpływ na stabilność oraz opory boczne… Ma również bardzo duży wpływ na komfort wodowania naszej jednostki.

    Osobiście miałem kiedyś przyczepę bardzo popularnej marki na naszym rynku, była to N610.  Konstrukcja bardzo niestabilna, z wysoko umieszczonymi rolkami, na wysokich profilach kół…i co ? I był problem ze stabilną jazdą, ze zwodowaniem łodzi (rufa na wysokości 75cm, to trochę za dużo), jak na nasze Polskie warunki, gdzie nie wszędzie znajdują się porty ze slipami. A nawet w takim porcie, samochód terenowy był zanurzony do poziomu drzwi tylnych, zanim łódka złapała wypór rufowy i można ją było zrzucić.

    CDN………..

  • ROZPOCZYNAMY NOWY PROJEKT – ŁÓDŻ Z NAPĘDEM JET I 320KM

    ROZPOCZYNAMY NOWY PROJEKT – ŁÓDŻ Z NAPĘDEM JET I 320KM

    lodz motorowa Bowrider 630
    Informujemy naszych drogich motorowodniaków, że rozpoczynamy realizację nowego projektu…. Po bardzo dobrych wynikach z naszym Stratusem 550….przyszedł czas na coś większego. Oczywiście założenia pozostały takie same (łódż otkrytopokładowa, z dużą ilościa miejsca w kokpicie), przeznaczenie: dzienne pływanie turystyczne, z możliwością zabawy na wodzie (narty, spadochron, koła itp.)

     

    Bowrider na wodzie
    Bowrider na wodzie z silnikiem zaburtowym. Zwraca uwagę duży wypór rufowy. Na pawęzi zamontowany 225 konny silnik 4 Stroke.

     

    Tym razem jest to BOWRIDER o długości 6,3m i szer.235cm. Ktoś powie, że jest ona niewiele większa od poprzedniego projektu. Odpowiedż brzmi: i tak i nie 🙂 Do naszego STRATUSA 550, nie da się zamontować większej jednostki napędowej, ze względu na ograniczoną wielkość komory silnikowej. W przypadku naszego nowego nabytku, mamy o wiele większe możliwości. Zwiększona długość o 80cm i szerokość o 25cm, to wbrew pozorom dość duża różnica, zwłaszcza w ilości miejsca na pokładzie i wyporze.

     

    silnik V8
    Taki silnik chcieliśmy zamontowac, ale okazało się, że jest on bardzo mało popularny i bardzo drogi w zakupie. Obawialiśmy sie również o dostępnośc elektroniki.  Wybór nasz padł zatem na silnik przedstawiony poniżej. Bardziej popularny = dostępny. Moc na poziomie 320KM, powinna wystarczyć, nawet biorąc pod uwagę strat spowodowanych niedoskonałością napędu.

     

    Postanowiliśmy zmarynizować popularny silnik Audi A8. Jest to 8 cylindrowa jednostka o pojemności 4,2l i mocy 320KM.  Waga tego silnika jest tylko o około 20-30kg wyższa od jednostki 2,8 V6 (176KM).  Tajemnicą tak niewielkiej różnicy, jest blok  w jednostce V8 – jest on poprostu aluminiowy 🙂

     

    Silnik V8 Audi

     

    Tak więc waga niewiele wyższa, wielkość zamyka się w formacie 80x75x80cm, spokojnie zmieści się do komory silnikowej naszej nowej łódki, a moc większa o około 150KM. Waga naszego „nowego” Bowridera, też jest wyższa od stratusa o około 170 – 200Kg, tak więc stosunek masy własnej do mocy jednostki napędowej przedstawia się dużo lepiej niż w Stratusie:

    STRATUS: 1KM/ 5,5kg
    NEW BOWRIDER: 1KM/ 3,8kg

    Oczywiście są to tylko liczby, problemem jest przeniesienie tej mocy, przy jak najmniejszych stratach, do skutecznego napędzenia naszej jednostki. Drogą prób i testów, najlepsze wyniki Stratusem, uzyskaliśmy przy zastosowaniu śruby o maksymalnym skoku (270) i zwężki szerokości 150mm. Uzyskiwane obroty silnika oscylowały w okolicach 4600-4800 obr/min.

     

    Turbina 01
    Przykład Turbiny amerykańskiego producenta Berkeley, z końcówką 110mm.

     

    Przy zastosowaniu wiekszej jednostki napędowej, trzeba również zastosować bardziej zmodyfikowany układ przeniesienia tegoż napędu. Po wielu konsultacjach i przemyśleniach, postanowiliśmy zamontować
    układ dualny (podwójny). Napęd ten składa się z podwójnego zespołu napędowego: 2 śruby spasowane z dwiema kierownicami strugi (prostownica). Plusy przemawiające za tym rozwiązaniem, to dużo
    większa skuteczność w „przepompowywaniu” masy wody w stosunku do obrotów silnika, duże możliwości modyfikacji (zestrojenia) napędu.

     

    Turbina Castoldi

    Castoldi Jet przekrój
    Turbina Castoldi Jet, na której się wzorujemy. Ten egzemplarz  posiada przekładnię 1,56:1 – nasz napęd będzie przenosił 1:1, gdyż mamy zapas mocy i wiele prostrza konstrukcja, zmniejsza możliwości awarii.

     

    Bowrider pod silnikiem zaburtowym
    Bowrider (na fotografii) przystosowany jest pod silnik zaburtowy. Nasz nowy projekt obejmuje silnik stacjonarny. Różnica jest tylko w zabudowie części  rufowej, oraz wyprowadzenia profilu płaszczyzny dna.

     

    Nasz wybór padł na komplet 2 śrub napędowych o skoku 250, z końcówką 140mm. Jako zestaw wyjściowy daje nam duże mozliwości modernizacji celem dobrania najbardziej optymalnych parametrów pracy.
    Przy tak dobranym zestawie wyjściowym, bez problemów możemy zastosować końcówki (dysze wylotowe) o średnicach 150mm lub 130mm, bez jakiejkolwiek ingerencji w śruby. Po testach jesteśmy również wstanie zwiększyć lub zmniejszyć skok zestawu – skok odpowiednio: 235 lub 270.  Zastosowanie różnych skoków kompletu napędowego, pozwoli nam jeszcze lepiej zestroic napęd z końcówkami (aby uzyskac zadawalające nas parametry pracy napędu.)

    Poniżej kilka linków do testów napędu Jet.

    Test łodzi turystycznej Yamaha – Bowrider  z napedem Jet
    Test prędkości SeaDoo Speedster – napęd Jet

    cdn………….